Ilość latawców, ich kolorystyka i różnorodność kształtów jest ogromna. Nie byłem w stanie policzyć ile tu jest różnych wzorów. Latawca można kupić na miejscu - 100 tysięcy za średniej wielkości do 200 tysięcy za sporych rozmiarów, poliestrowy latawiec. Do tego 20 tysięcy za linkę na szpuli. Ceny w wietnamskich Dongach. 27.07.2009. Redaktor National Geographic. Udostępnij: Wiatr wciąż jeszcze należy do niezbyt dobrze zbadanych żywiołów i co jakiś czas sprawia meteorologom szokujące niespodzianki. Jest jednym z najpotężniejszych zjawisk przyrody i dysponuje ogromnym potencjałem zniszczenia. Na naszych szerokościach geograficznych burze i orkany Początkowo, kładziemy latawiec na ziemi, rozwijamy linki, a następnie biegniemy trzymając za uchwyty, aż do momentu, w którym latawiec się uniesie. Na późniejszym etapie rolę przejmuje wiatr oraz nasze umiejętności. Sterowanie odbywa się za pomocą linek, którymi ciągnąc, skręcamy latawcem w prawo lub lewo. Galeria Informacje Wiatr Miejsce Pływy Video Zapakuj. Informacje. Plaża . Wąska, żwirowa . Wysokość fali . Płaska woda / brak fal Wyjście na wiatr w warunkach powyżej 30 węzłów bez odpowiedniego poziomu umiejętności może spowodować zarówno utratę sprzętu, jak i urazy fizyczne. Dla początkujących kursantów najlepiej, jeśli siła wiatru wynosi 4 stopnie w skali Beauforta, co oznacza średnio 25 km/h. Dobrze, jeśli podmuch wiatru jest równomierny. Wiatr to poziomy ruch powietrza od wyżu do niżu barycznego. Siła Coriolisa zmienia kierunek wiatrów wiejących na Ziemi. Na półkuli północnej wiatry od środka wyżu barycznego wieją zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a na półkuli południowej przeciwnie do tego ruchu. Wyróżniamy trzy podstawowe modele latawca. Bow – idealny na początek latawiec z dużym zakresem wiatrowym, a przez to bardzo bezpieczny. Plusem jest łatwość podnoszenia go z wody, stały mocny ciąg i duża stabilność. Latawce typu Bow przez zastosowane przełożenia na uprzęży mogą być niemal w 100% pozbawione mocy, ale to iSCG. Kitesurfing to dosyć młody, ale coraz bardziej popularny sport wodny. Stanowi on połączenie windsurfingu z wakeboardingiem, a polega na poruszaniu się po tafli wody na specjalnej desce wyposażonej w sporej wielkości latawiec. Ten drugi element odgrywa szczególnie istotną rolę, ponieważ pod wpływem działania wiatru skutecznie dodaje prędkości całej konstrukcji, podnosząc tym samym znacząco wrażenia z zabawy. Wysokiej klasy latawiec wraz z deską bez problemu można wypożyczyć od profesjonalnej firmy działającej w Chałupach: Liczą się nasza waga i umiejętności Latawiec w zestawie kitesurfingowym często decyduje o komforcie pływania, dlatego trzeba koniecznie przyłożyć ogromną wagę do jego wyboru. Na rynku znajdziemy trzy główne modele. Pierwszy z nich to bow, idealnie nadający się zwłaszcza dla początkujących ze względu na łatwość podnoszenia i sterowania, optymalną stabilność oraz stały ciąg o dużej mocy. Z kolei open C-shape jest przeznaczony dla średnio-zaawansowanych, natomiast C-shape wyłącznie dla zaawansowanych. Przy zakupie konkretnej konstrukcji należy pamiętać o tym, aby była idealnie dostosowana rozmiarowo do parametrów ciała, a także aktualnych umiejętności. W tym pierwszym przypadku znaczenie ma przede wszystkim waga ciała. Jeśli przykładowo osoby zainteresowane należą do stosunkowo drobnych osób (50-70 kg) to strzałem w dziesiątkę okaże się lekki latawiec o powierzchni od 6 do maksymalnie 10 metrów kwadratowych. Zasada jest taka, że każde dodatkowe 10 kg w górę wymaga zastosowania sprzętu o 2 m2 większej powierzchni. Jeśli zaś chodzi o umiejętności zawodnika, to dla jednostek rozpoczynających dopiero swoją przygodę z kitesurfingiem godne polecenia są latawce nieco bardziej rozłożyste, zaprojektowane w stylu freeride. Wyróżniają się one łatwością startu z wody, w pełni satysfakcjonującym zakresem wiatrowym i dobrą stabilnością w powietrzu. Warto dodać, że planując zakup omawianego elementu warto także wziąć pod uwagę poziom siły wiatru na danym akwenie. Kitesurfing dobór latawca do wagi Skala wiatru na lądzie Jak ocenić siłę wiatru Czy wiatr 14 km/h to dużo Dla wygodnej nauki optymalny będzie kitesurfing wiatr mający 4 stopień w skali Beauforta (20-29 km/h lub 11-16 węzłów). Przy takich warunkach latawce dobrze wbijają się w powietrze, a pływanie jest komfortowe. Podobna zależność dotyczy wiatru w 5 stopniu (17-21 węzłów lub 30-39 km/h). Wyświetl całą odpowiedź na pytanie „Jaki latawiec na jaki wiatr”… Kitesurfing dobór latawca do wagi Wielkość latawca dla początkującego to około 11-12 metrów kwadratowych. Każde 10 kg w dół lub w górę to 2 metry latawca więcej lub mniej. Zależy to również od siły wiatru jak również umiejętności pływającego, jednak najczęściej każdy kitesurfer posiada co najmniej 2 latawce. Skala wiatru na lądzie Siłę wiatru określa się za pomocą umownej,opisowej skali Beauforta. Podstawą, na której opiera się określenie siły wiatru jest wygląd powierzchni morza (nie wyskość fal!). Jest to skala 13 stopniowa (0 – 12). … Każdemu stopniowi skali siły wiatru odpowiada określony przedział prędkości wiatru. Jak ocenić siłę wiatru Opiera się na obserwacji skutków działania wiatru na przedmioty naziemne lub na powierzchnię morza. Szacowanie siły wiatru przy jednoczesnym pomiarze jego prędkości – dokonywanym anemometrem – pozwala przyporządkować stopniom skali Beauforta przybliżoną prędkość wiatru w metrach na sekundę. Czy wiatr 14 km/h to dużo m/s – metry na sekundę to na całym świecie podstawowa jednostka stosowana do określania prędkości wiatru. … Przykładowo 4 m/s to ok 14 km/h, natomiast już 5 m/s to ok 18 km/h. Latawiec, dmuchawiec, wiatr i krawat Leszek Stafiej Latawiec, dmuchawiec, wiatr i krawat Może jest to moment przełomowy dla wizerunku Polski za granicą, może nie aż tak przełomowy, jak liczą niektórzy, a obawiają się inni. Dość na tym, że — jak doniosła prasa codzienna — agencja Corporate Profiles zaproponowała Ministerstwu Spraw Zagranicznych nowe logo naszego kraju, które wspierać odtąd będzie promocję Polski za granicą. Projekt nowego znaku firmowego Polski wywołał dyskusję. I słusznie: chodzi o nasz własny, wspólny, narodowy wizerunek na świecie. Każdy Polak ma prawo i obowiązek mieć doń stosunek osobisty. Ja też. Mam nadzieję, że na dyskusję nie jest jeszcze za późno, chociaż, jak czytamy, znak zatwierdzili już i Pan Minister, i Pan Premier. Nowe logo Polski przedstawia napis „Polska”, nad którym unosi się latawiec — a może to jednak krawat? — w biało-czerwoną szachownicę. Kto dobrze przyjrzy się napisowi, ten w nagrodę dostrzeże, że latawiec trzymany jest na uwięzi przez wykreowaną z litery „k” ludzką postać ukazaną w ruchu właściwym puszczaniu latawca. Wieje wiatr. Dobrze wieje, bo na zachód, czyli do unii. Znak — napis wraz z latawcem — jest w kolorze czerwonym. Podskakująca postać wyraża radość: człowieczek — Polak, nie bójmy się tego słowa — wyraźnie cieszy się, że latawiec lata. Zabawowy nastrój szuka potwierdzenia w kroju liter nieco topornie i plastikowo stylizowanym na infantylizm. Bystry, a życzliwy obserwator dostrzeże nawiązanie do znaku NSZZ „Solidarność” Jerzego Janiszewskiego. Ale tamten piękny, porywający znak, znany dziś na świecie lepiej niż nasze symbole narodowe, miał inny cel. Nasycony był do granic wytrzymałości symboliką narodową. Żywa czerwień nakreślonych w pośpiechu, stłoczonych liter i łopocząca na wietrze polska flaga przy literze „n” wyrażały dramaturgię zbiorowego zrywu do walki o wolność. Tamten znak wywoływał uniesienie. Ten wywołuje najwyżej wzruszenie ramion. Nawiązywać wolno do wszystkiego, co należy do wspólnego narodowego dziedzictwa. Choćby do orła białego czy do złotego rogu. Ale nie beztrosko i nie bezkarnie. Że niby po to walczyliśmy, żeby sobie teraz puszczać latawce? Że — jak z dziecinnie rozbrajającą szczerością twierdzą projektanci znaku — improwizacja i bałagan to Polska właśnie? Po pierwsze, to nieprawda. Po drugie, gdyby nawet tak było, to nie ma się czym chwalić na świecie. Po trzecie zaś, puszczanie latawców, choć miłe i beztroskie — a nawet, ewentualnie i od biedy symbolizujące wolność rozsądną, bo na uwięzi — nie jest wartością, o którą warto było walczyć aż tak zażarcie. I nie o to walczyliśmy. Znak firmowy to w przede wszystkim symbol, wyrażający zespół najważniejszych atrybutów firmy. O jego treści i wyglądzie decydują także zasady kompozycji graficznej. W ostatniej kolejności to kwestia gustu. Pierwsze dwa kryteria dają się zmierzyć i zobiektywizować. Z gustem jest tak, jak ze smakiem: co dla jednego podniebienia delikatne, dla drugiego mdłe. I dlatego, by gust nie przesłonił symboliki, kryterium gustu należy redukować do śladowego minimum. Podobnie, jak należy redukować do absolutnego minimum domniemania, że chodzi o skok na niebagatelną kasę. Dlatego agencja otrzymała zlecenie od MSZ w wyniku publicznego przetargu. Surowa wewnętrzna agencyjna procedura wyboru projektu oraz stosowne badania pozwoliły zapewne wyłonić propozycję najlepszą z przedstawionych. Agencyjni prezenterzy niewątpliwie przedstawili ją zleceniodawcy z zastosowaniem profesjonalnych technik perswazji najwyższej próby. O ostatecznym wyborze znaku firmowego Polski zadecydowali jednak urzędnicy MSZ. Szanuję ich wybór. Nie odmawiam kompetencji. Ale wolałbym, by ich decyzja nie była ostateczna. Wolałbym, by o znaku, który promuje mnie i moją Ojczyznę na świecie, nie decydowali urzędnicy i pracownicy agencji reklamowej. Chciałbym, by na podstawie otwartego konkursu opartego na strategii promocji wynikającej z analizy percepcji Polski i Polaków na świecie o naszym znaku firmowym dla zagranicy decydowały wyłonione przez właściwe instytucje, organizacje i środowiska najtęższe polskie głowy z dziedziny komunikacji marketingowej i grafiki użytkowej. Porzućmy na koniec ton pryncypialny, by przyznać, że jak uczy historia, zarówno nazwy, jak i znaki firmowe to często kwestia przypadku. To za sprawą częstotliwości użycia i przyzwyczajenia znak zostaje w końcu zaakceptowany, uznany i wpisany w rejestr dziedzictwa narodowego. Na wypadek, gdyby tak miało być i tym razem; gdyby te dywagacje okazały się musztardą po obiedzie; gdyby nowe logo Polski zostało już wydrukowane w wielomilionowym nakładzie i miało pojawić się od jutra w prasie i na billboardach całego świata — to ja się od niego odcinam tak, jak odcinam się od krawata Leppera. PS. Gdybym był zarozumiały, powiedziałbym, że życie, a nawet sam Paweł Kastory, nad wyraz szybko odpowiedziało na mój zawarty w poprzednim felietonie („Wstyd”) postulat, by środowisko reklamowe uczestniczyło w sprawach publicznych. Ale że jestem skromny, powiem tylko, że to dobrze, niech nadal uczestniczy — ale nie tak, panowie, nie tak! opr. MK/PO Co to jest: narty lub deska snowboardowa plus latawiec? Odpowiedź: snowkiting, czyli dyscyplina zdobywająca w Polsce coraz większą popularność. Gwarantuje dawkę adrenaliny i dobrą zabawę Przypinasz narty albo deskę, zakładasz uprząż i bierzesz drążek latawca. Jeszcze tylko musisz złapać wiatr i już suniesz po śniegu, ciesząc się szybkością i przestrzenią. Z czasem, gdy opanujesz tajniki snowkitingu, będziesz mógł się delektować także powietrzem pod stopami. – Najpiękniejsza w snowkitingu jest możliwość jazdy freeride’owej i freestyle’owej nie tylko w górach, ale też na łące koło domu – zachwyca się Łukasz Ceran, który ma na swoim koncie dwukrotne mistrzostwo Polski w kitesurfingu w kategorii race i mistrzostwo Polski w wakeboardzie w kategorii masters. Latawiec pozwala wciągnąć się na nartach czy desce pod górę, a następnie zeskakiwać ze stromych stoków. Nie dość, że skacze się w dal, to jeszcze dzięki wykorzystaniu różnic w ukształtowaniu terenu można szybować na nim jak na paralotni. Loty najlepszych snowriderów trwają po kilkadziesiąt sekund. Prędkości osiągane podczas jazdy z latawcem także robią wrażenie – rekordowe przekraczają 100 km/h! Jednak snowkiting to nie tylko wysokie i długie loty, ale także obroty i różne triki o obco brzmiących dla laika nazwach: foot off, dead man czy wszelkiego rodzaju handlepassy. Wszystko to sprawia, że snowkiting jest zaliczany do sportów ekstremalnych. A tych, jak wiadomo, nie powinno się uczyć na własną rękę, lecz pod okiem profesjonalnych instruktorów. W przeciwnym razie można szybko się zniechęcić, zniszczyć sprzęt, a przede wszystkim stracić zdrowie. Latawiec w każdej chwili może nas poderwać do góry – nawet na kilkadziesiąt metrów nad ziemię – a następnie rzucić na śnieg. Ujarzmianie latawca Instruktor dopasuje długość deski snowboardowej lub nart do wagi adepta i jego sprawności, dobierze latawiec do warunków pogodowych, siły wiatru, a następnie pokaże, jak nim sterować. Po trzech, czterech godzinach szkolenia samodzielnie wykonasz pierwsze ślizgi. – Szybciej snowkitingu nauczą się doświadczeni snowboardziści i narciarze. Samą jazdę na deskach mają już opanowaną, co oznacza, że całą uwagę mogą skupić na latawcu – dodaje Łukasz Ceran. To właśnie jego ujarzmienie sprawia najwięcej problemów: odpowiednie ułożenie linek, które łatwo się plączą, wyczucie mocy latawca, ustawienie go pod odpowiednim kątem do kierunku podmuchów. Również takim, by dało się wrócić pod wiatr, czyli halsować. Cóż z tego, że nasze umiejętności narciarskie zaliczymy do zaawansowanych, kiedy będziemy musieli wracać na piechotę do miejsca startu. Snowkiting jest sportem urazowym, dlatego ważna jest wiedza dotycząca zasad bezpieczeństwa oraz świadomość możliwości sprzętowych. Cienkie i ostre linki, którymi łatwo się pokaleczyć, szkwalisty wiatr, silne prądy powietrza, lód, niepewny teren bardzo szybko zweryfikują nasze umiejętności. Złapać wiatr Główną zaletą snowkite’u jest możliwość uprawiania go w dzikich, niemalże dziewiczych terenach, gdzie udogodnienia cywilizacyjne jeszcze nie dotarły. Nie potrzeba ani wyciągów ani skipassów. Konieczne są za to: wiatr, otwarta przestrzeń pozbawiona drzew, słupów i kabli elektrycznych oraz odpowiednie podłoże. Może to być zamarznięte jezioro, przełęcz górska, zaśnieżona łąka albo pole. Niemal idealne warunki znajdzie się na... Antarktydzie, dlatego wielu polarników korzysta z pomocy latawców podczas przemierzania tego kontynentu. Na szczęście nie trzeba jechać tak daleko, żeby rozwinąć latawiec. Można to zrobić nawet w dużym mieście. – Na Mazowszu polecam Zalew Zegrzyński i okolice ulicy Lazurowej w Warszawie. Tam podczas mroźnej zimy i przy silnym wietrze można doświadczyć widoku kilkudziesięciu latawców unoszących się w powietrzu – opowiada Ceran. – Snowkiting to przede wszystkim świetna wspólna zabawa. Mimo że jest sportem indywidualnym, najlepiej uprawiać go w grupie, zarówno ze względów bezpieczeństwa, jak i atmosferę czy doping. Po pracy jedziesz na spot i przy świetle samochodowych reflektorów latasz ze znajomymi po ośnieżonym polu. Świetnymi miejscami są także Nowy Targ i polana nad wyciągiem Zadział. To miejsce już dla bardziej doświadczonych riderów, dla których wysokie loty i silne prądy nie są nowością. W Polsce ulubionym miejscem snowkiterów była Równia pod Śnieżką. Po kilku sezonach pojawili się tam jednak strażnicy Karkonoskiego Parku Narodowego, którzy za jazdę poza szlakami zaczęli nakładać kary w wysokości kilkuset złotych. Oczywiście są miejsca, które dzięki położeniu i zróżnicowaniu terenu stały się wysokogórskimi snowkite’owymi mekkami. Do najsłynniejszych należą Utah w USA, Serre Chevalier we Francji oraz górski płaskowyż Hardangenvidda w Norwegii. – Osobiście polecam jeszcze wulkan Erciyes w Turcji, gdzie wraz z orłami można polatać wśród ośnieżonych szczytów – dodaje Marek Zach, zwany Murphym, jeden z najlepszych snowriderów na świecie, co potwierdza liczba pucharów i medali zdobytych w samym 2011 r. – Snowkite daje ogromne możliwości. Pniesz się na latawcu do góry wyznaczoną przez siebie trasą, a na szczycie pakujesz kite i suniesz w dół, oddając się klasycznemu freeride’owi – zachęca Łukasz Ceran. Inny pomysł ma „Murphy”. – Po prostu wychodzi się na ośnieżoną łąkę, buduje na niej hopę i lata w tę i z powrotem. Kitesurfing, przyrodni brat Kiedy się mówi o snowkitingu, bardzo często porównuje się go do kitesurfingu uprawianego na wodzie. Nic dziwnego, obie dyscypliny łączy wiatr, deski i latawce, różni zaś podłoże. W przypadku snowkite’u jest ono stabilne, co sprawia, że nauka idzie dużo szybciej. Nawet jeśli się przewrócisz, o wiele łatwiej będzie ci znowu stanąć na nogach i na nowo postawić latawiec. Nie potrzeba też tak dużej siły wiatru, żeby wystartować na śniegu. Dlatego jeśli zamierzasz spróbować swoich sił w kitesurfingu, weź na początek kilka lekcji na snowkitcie. Pamiętaj jednak, że stabilne podłoże oznacza większą urazowość, konieczne są więc kask i ochraniacze. Można używać tych samych latawców, ale z wyjątkiem tych pompowanych, ze sztywnym szkieletem. Te nie nadają się do nauki snowkite’u, ponieważ częste uderzenia o podłoże dość szybko doprowadzą do ich zniszczenia. Snowkiting można uprawiać w wielu miejscach, co daje mu przewagę nad kitesurfingiem. Poza tym nie ma podziału na narciarzy i snowboardzistów, latawiec nad głową łączy wszystkich riderów. – Snowkite jest dla mnie fantastyczny dlatego, że pozwala uprawiać dwa ulubione sporty jednocześnie, snowboard i kitesurfing, zapewnia mi nową, trzecią jakość – przyznaje Łukasz Ceran. W tej dyscyplinie cenne jest także poczucie wolności, obcowanie z dziką przyrodą. No i mobilność. Sprzęt po spakowaniu do plecaka zajmuje bardzo mało miejsca, dzięki czemu łatwo z nim podróżować. Kilka rad dla początkujących Snowkiting w Polsce nie jest jeszcze tak popularny jak kitesurfing, jednak wiele szkół kitesurfingowych zaczęło organizować kursy i szkolenia z myślą o nowych wielbicielach snowkite’u. W Warszawie jest to szkoła Kite&Board, w Poznaniu w Trójmieście Easy Surf Center. Także Kite Akademia Snow&Surf prowadzi kursy snowkite’u (ma licencję IKO, czyli Międzynarodowej Organizacji Kiteboardingu). Zazwyczaj proponowane są dwa rodzaje kursów (szkolenie odbywa się na szkolnym sprzęcie, czyli kite + kask): Kurs podstawowy grupowy (6 godz.) w cenie ok. 490 zł. Są to zajęcia teoretyczne i praktyczne obejmujące: przygotowanie sprzętu, start, sterowanie i lądowanie latawca, start z deską snowboardową lub nartami, pierwsze halsy; Kurs zaawansowany grupowy (12 godz.) w cenie ok. 890 zł. Obejmuje 6-godzinny kurs podstawowy, jazdę na halsie, zwroty oraz wstęp do podstawowych trików. Często zadajecie nam pytanie jaki latawiec będzie najlepszy do pływania na foilu? Jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nie ma, ale poniższy artykuł powinien Was nakierować na odpowiedni wybór. Nauka pływania na kite foilu – jak zacząć? Zanim przejdziemy do wyboru sprzętu podpowiadamy tym, którzy swojej przygody z lewitacją jeszcze nie zaczęli. Głównym błędem osób chcących rozpocząć przygodę z hydrofoilem jest chęć nauki w granicznych warunkach wiatrowych, czyli 7-9 węzłów gdzie kilka osób w oddali śmiga na foliach. To na pewno nie jest najlepszy moment na rozpoczęcie opanowania pływania na foilu. Oczywiście nie jest to opcja niemożliwa, ale na pewno mało efektywna i nauka może zająć zdecydowanie dłużej lub co gorsza skutecznie może zniechęcić. Wszystkim początkującym polecamy o ile to możliwe podjęcie pierwszych prób lewitacji płynąć za motorówką czy skuterem. Jedna sesja 0,5-1h powinna wystarczyć, a znacznie ułatwi to kontynuację nauki z latawcem w warto rozpocząć przygodę z hydrofoilem za motorówką?Przede wszystkim: Na początek bez latawca będzie prościej 🙂Skupiamy się w 100% na foilu i prowadzeniu deski,Sternik regulując prędkość motorówki ułatwia wejście w lewitację,Uczymy się stopniowo wejść w lewitację, płynąć w niej, a następnie ją zakończyć,W sytuacji braku panowania puszczamy holkę i bezpiecznie spadamy z foila.Ile zajmuje nauka na foilu?Po opanowaniu lewitacji za motorówką po około 2-3 godzinach z latawcem powinniśmy już z sukcesem potrafić wchodzić w lewitację. Pływanie pod wiatr na foilu w porównaniu do pływania na deskach twin tip nie stanowi problemu. Jest wręcz odwrotnie, czyli problemem jest ustawienie pozycji tak żeby płynąć półwiatrem lub spływać w dół 🙂Pierwsze sesje z latawcem warto odbywać w warunkach, w których utrzymanie latawca w powietrzu nie będzie Wam sprawiać żadnego problemu. Przyjmijmy niech będzie to 12-16knt. W słabszych warunkach wychodźcie już wtedy kiedy swobodnie radzicie sobie z pływaniem i szansa na upadek latawca do wody jest mała. Jeśli jesteś zainteresowany nauką z instruktorem zapraszamy na kurs pływania na foilu do naszej bazy w wybrać latawiec?Powracając do latawców możemy wyróżnić 3 główne typy latawców, które znajdą uznanie wśród początkujących jak i zaawansowanych foliowych świrów:Latawce pompowane ( – Leading Edge Inflatable Kite) jest to najbardziej popularny typ latawców i zdecydowanie najbardziej polecany na początek przygody z hydrofoilem. Ale czy każdy? Oczywiście nie każdy pompowaniec będzie idealnie współpracował z foilem. Z naszego doświadczenia zdecydowanie odradzamy korzystanie z latawców typu bow, power-delta-bow i c-shape. Dlaczego? Wymienione powyżej latawce generują zbyt dużo mocy, a w słabszym wietrze niechętnie utrzymują się w powietrzu i mają tendencję do przepadania, czyli tzw backstallu. Zazwyczaj są to konstrukcje 5-cio tubowe, które po utracie napięcia na linkach nie driftują i nie posiadają dobrego restartu z wody. Oczywiście to, że ich nie polecamy wcale nie znaczy, że nie da się na nich pływać na foilu, ale jest to po prostu mało efektywne i przyjemne. To jaki ten latawiec idealny do foila być powinien? W kilku słowach – intuicyjny, lekki, zwrotny i możliwie jak najprostszy w obsłudze, czyli:1. Latawce jednotubowe (One-strut) – zdecydowanie nasze ulubione latawce do pływania na hydrofoilu, posiadają szeroki zakres wiatrowy, bardzo dobrze driftują i są bardzo zwrotne. Niestety w większych rozmiarach i w szkwalistym wietrze tracą trochę na stabilności i mocno łopoczą. Kto nie próbował polecamy bardzo mocno! Z latawców jenotubowych polecamy:– Core XLite– F-One Breeze– Ozone Alpha– Eleveight OS– Airush Ultra (tu musimy zwrócić uwagę na słaby restart z wody)2. Latawce hybrydy 3 tubowe / latawce wave – jeżeli chcecie mieć uniwersalny latawiec i pływać freeride/freestyle/wave i foil zdecydowanie najbardziej powinniście zainteresować się zakupem takiego latawca. Oczywiście latawce 3 tubowe nie dorównają nigdy jednotubowym w słabszym wietrze za to na pewno będą lepszą alternatywą dla nierównego silniejszego wiatru. Polecamy latawce:– Core Section 3, – Core Nexus 2,– Cabrinha Moto,– Cabrinha Drifter,– F-One Bandit S,– Eleveight RS,– Duotone Neo,– Duotone Juice,– Ozone Enduro,– Ozone Latawce beztubowe – latawce posiadające tylko pompowaną tubę główną i żadnej tuby poprzecznej. Zalecane wyłącznie dla doświadczonych foil’arzy. Co nam daje taka konstrukcja? Niesamowitą zwinność, wręcz nieograniczony depower i płynną pracę w powietrzu. Wyróżnić tu należy pomysłodawce beztubowców, niszową markę Boardriding Maui Cloud. Niestety nie dostępną w Europie. My w tym sezonie mieliśmy okazję pływać na Slingshot Ufo. Jeśli będziecie mieli okazję spróbować to bardzo zachęcamy. Latawce komorowe. Przysłowiowe podpaski niegdyś znienawidzone przez spore grono kitesurferów ze względu na ogromną plątaninę linek, przyspieszające tętno starty i lądowania oraz wolne i nieintuicyjne sterowanie w końcu stały się user friendly. Każdy musi się zgodzić, że komorówki są niedoścignione ze względu na osiągi w słabym wietrze, ogromne zakresy wiatrowe i możliwości ostrzenia. Wysokie aspect ratio i ekstremalnie niska waga pozwalają foilować zawodowcom przy 5-7 knt, zaś amatorom od 8-9 węzłów na pełnym luzie. Obecne konstrukcje latawców komorowych są bardzo przyjemne i łatwe w użytkowaniu, a utopienie ich (o co stosunkowo bardzo ciężko) nie zawsze wiąże się z zakończeniem sesji. Spośród komorówek wyróżniamy latawce:1. Latawce zamknięto-komorowe (Closed Cell Foil Kite) – raz wypełnione powietrzem pozostają już „napompowane” i pozwalają w łatwy sposób zrestartować latawiec z wody. Naszym zdaniem sporym minusem do samego freerideu’u jest ograniczona możliwość manewrowania latawcem i spływania z wiatrem, latawce te średnio driftują na co są sposoby takie jak odpalenie większego latawca na krótszych linkach (12-15m), ale same latawce nie dają takiego fanu jak tego typu polecamy latawce:– Flysurfer Soul,– Flysurfer Sonic,– Ozone Hyperlink,– Ozone Chrono,– F-One Latawce single skin (Single Skin Foil Kite) – warto wspomnieć o nich, bo w pewnym sensie jest to odkrycie zeszłego sezonu. Latawce, których głównym przeznaczeniam miał być snowkite okazały się, że niesamowicie dobrze radzą sobie w połączeniu z hydrofoilem. Innowacyjna technologia o niespotykanej mocy w stosunku do powierzchni kite’a (pływaliśmy na peaku 5m2 przy 12/14knt) sprawiają, że dla zaawansowanych osób jest to bardzo ciekawa alternatywa do bardzo drogich latawców zamknięto-komorowych. Bezwględnie polecamy tu Flysurfer Peak temat dobór odpowiedniego latawca pod hydrofoil zależy od kilku czynników:Stopnia zaawansowania,Preferencji: czy chcemy pływać tylko foil czy ma to być uzupełnienie do freeride, freestyle, wave. Głównego spotu na jakim będziemy pływaćWielkości quivera i…zasobności portfela 😉Jak odpowiecie sobie na powyższe, to po przeczytaniu tego artykuły powinniście już wiedzieć jakiego latawca szukać 🙂 Jeśli mielibyście jakieś dodatkowe pytania odnośnie konkretnych modeli latawców to pamiętajcie, że śmiało możecie do nas pisać lub dzwonić! Sprzęt do foila i nie tylko znajdziecie oczywiście w naszym sklepie 🙂

jaki latawiec na jaki wiatr