Niepokojące zmiany w stolcu objawem raka trzustki. Choć objawy raka trzustki mogą być bardzo zaskakujące i subtelne, zdaniem eksperta jest jeden, który niemal zawsze się pojawia. Mowa o wyglądzie stolca. To może być wyraźny znak ostrzegawczy. Dr Deborah Lee w rozmowie express.co.uk zwraca uwagę na kluczowy objaw nowotworów trzustki.
Kulczyk Foundation od początku swojego istnienia działa na rzecz kształtowania kompetencji społeczno-emocjonalnych dzieci i młodzieży. W tym celu przygotowujemy unikalne scenariusze lekcji, które w atrakcyjny i dostosowany do różnych etapów edukacji sposób, tłumaczą złożony świat uniwersalnych wartości i przeżywanych emocji, zachęcają do refleksji i wyciągania wniosków, a
Charakterystyka genetyczna, kliniczna i patologiczna chorych na obustronnego raka piersi w Turcji . Czasopismo. Onkologia w Praktyce Klinicznej - Edukacja. Numer. Tom 7, Nr 1 (2021) Typ artykułu. Praca badawcza (oryginalna) Strony. 7-15. Opublikowany online. 2021-01-08. Wyświetlenia strony. 510. Wyświetlenia/pobrania artykułu. 141. Rekord
Chorych na raka przybywa z roku na rok. Według danych Polskiego Towarzystwa Onkologicznego codziennie w Polsce średnio 400 osób dowiaduje się, że choruje na nowotwór złośliwy. Krajowy Rejestr Nowotworów podaje, że rocznie odnotowuje się ponad 160 tysięcy zachorowań.
Analiza mutacji w KRAS pozwala stratyfikować chorych na raka jelita grubego z przerzutami do terapii za pomocą mAb anty-EGFR, a mutacje w KRAS stanowią negatywny czynnik predykcyjny dla tej terapii [20]. Mutacje w KRAS w raku jelita grubego najczęściej występują w kodonach 12, 13 eksonu 2 (w blisko 40% raków jelita grubego).
Dwie szklanki mrożonych, niesłodzonych borówek (nie odmrażać) Umieść borówki, sok pomarańczowy, jogurt, banana oraz ekstrakt waniliowy w blenderze. Blenduj przez ok. 30-35 sekund, aż do uzyskania jednolitego koktajlu. Do rozcieńczenia użyj soku pomarańczowego, a do zagęszczenia owoców. Smacznego! Zbilansowana dieta [https
U około 75% chorych na raka piersi są obecne receptory hormonalne, a w przybliżeniu u 10% z nich występuje także nadekspresja HER2. Hormonoterapia uzupełniająca i paliatywna istotnie wydłużają czas życia chorych na hormonowrażliwego raka piersi. Nadekspresja HER2 poza niekorzystnym wpływem na
fQAZ9t. Wzruszająca więź śmiertelnie chorych 4-latek Data utworzenia: 10 maja 2015, 14:30. Mają tyle samo lat i obie chorują na raka. Poznały się w szpitalu i od tamtej pory są nierozłączne. Niestety tylko jedna z nich ma szanse na przeżycie. 4-letniej Penny został tylko tydzień życia. Jej przyjaciółka codziennie odwiedza ją w hospicjum. Nie może pogodzić się z tym, że ich przyjaźń dobiega końca Niesamowita przyjaźń śmiertelnie chorych 4-latek Foto: Facebook Ava Garcia i Penny Smith poznały się w teksańskim szpitalu dziecięcym. U Avy zdiagnozowano nowotwór nerki, a u Penny raka mięśni szkieletowych. Od momentu poznania dziewczynki są nierozłączne. Razem chodziły na chemioterapię i dzielnie walczyły z chorobą, która pozbawiała je dzieciństwa. – „Dzięki temu, że miały siebie, nie było to dla nich tak trudne, a te wszystkie zabiegi medyczne były mniej bolesne” – mówi mama Avy, która za sprawą córki zaprzyjaźniła się z mamą Penny. – „Ava chętniej chodziła na chemioterapię, bo wiedziała, że będzie tam Penny i cała koszmarna wyprawa przeradzała się w zabawę” – dodaje. Zobacz także W lutym lekarze powiedzieli, że Ava jest w stanie remisji. Niestety stan jej przyjaciółki z dnia na dzień się pogarszał. Lekarze zrobili dla Penny wszystko co mogli. Obecnie jest w hospicjum, został jej tydzień życia –„ Każdy oddech jest dla niej wyzwaniem. Wciąż zmieniamy jej leki, żeby złagodzić ból. Bardzo tęskni za zabawą z przyjaciółmi. Cały czas powtarza – "Pobawię się, kiedy nie będę już chora"” – to łamie mi serce – mówi pani Smith. Także mama Avy bardzo przeżywa chorobę Penny. Martwi się również o to, jak jej córka zareaguje na śmierć najlepszej przyjaciółki. Codziennie odwiedzają ją w hospicjum, żeby dziewczynki mogły spędzić ze sobą jak najwięcej czasu – „Cieszy się, że ma przyjaciółkę, a Ava uwielbia być blisko niej. Penny na zawsze pozostanie w naszych sercach i pamięci” – mówi Garcia. /5 Wzruszająca więź śmiertelnie chorych 4-latek Facebook Penny (po lewej) i Ava poznały się w szpitalu. /5 Wzruszająca więź śmiertelnie chorych 4-latek Facebook Dziewczynki razem walczyły z rakiem. /5 Wzruszająca więź śmiertelnie chorych 4-latek Facebook Ava jest obecnie w stanie remisji. /5 Wzruszająca więź śmiertelnie chorych 4-latek Facebook Niestety jej przyjaciółka nie ma szans na pokonanie choroby. /5 Wzruszająca więź śmiertelnie chorych 4-latek Facebook Penny umiera – został jej tydzień życia. Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
O syrenkachOto grupa przyjaciółek. Kobiety spędzają wakacyjny weekend w hotelu na południu Polski. Świetnie się bawią i… wszystkie mają raka. Niektóre o chorobie dowiedziały się niedawno. Inne to weteranki, cieszące się czasem remisji, czyli brakiem objawów choroby – jak ja. Są też takie, których remisja została przerwana – nowotwór wrócił i trzeba było ponownie wkroczyć na ścieżkę leczenia. Są takie, którym wypadły włosy. Głowę przewiązują lekką chustką lub zakładają słomkowy kapelusz – na perukę jest za gorąco. Obok nich te, zapuszczające włosy oraz te, które zachowały fryzurę. Są matki, są babcie, są także bezdzietne – z wyboru lub konieczności. Są kobiety przed trzydziestką i po siedemdziesiątce. Wegetarianki i miłośniczki schabowego. Wierzące i ateistki. Pochodzące z Zabrza, Krakowa, Torunia. Dwie architektki, psycholożka, fizjoterapeutka, kosmetyczka, artystka, a nawet sprzedawczyni w spożywczaku. Rak nie wybiera. Nie, to nie są biedne kobiety, które moczą się w basenie i pozwalają sobie na trzeciego drinka za dwadzieścia kilka złotych, bo nic innego im nie zostało. To świadome wartości życia, zaskakująco wyluzowane, otwarte osoby, żyjące jednocześnie tak, jakby jutra miało nie być i tak, jakby juter nadejść miały tysiące. Jedne mają raka jajnika. Inne raka szyjki lub trzonu macicy. Są też nowotwory złośliwe sromu oraz jajowodu, te są jednak o wiele rzadsze. Zbiór wszystkich tych raków określa się mianem nowotworów ginekologicznych. Należy do nich również rak piersi. Zwyczajowo, pozamedycznie, osoby chore na owe żeńskie raki dzieli się jednak na dwie osobne na raka piersi to amazonki – wie o tym każdy Polak. To niezwykle trafne określenie – greckie słowo ‘amazṓn’, pisane ‘ἀμαζών’, dosłownie oznacza „bezpierśna; ta, która nie ma piersi”. Według mitologii greckiej, waleczne plemię Amazonek usuwało młodym, zdrowym dziewczętom jedną z piersi, co miało na celu usprawnienie strzelania z łuku. Diagnoza „rak piersi” oznacza mastektomię, czyli odjęcie piersi – wszystko się zgadza. Chore na raka jajnika czy szyjki macicy nazywa się z kolei syrenkami. To termin równie sprytny – syrena z mitologii rzymskiej od pasa w górę jest człowiekiem, od pasa w dół – rybą. Nie ma więc macicy, pochwy i jajników – zupełnie jak osoby, które z powodu raka zostały poddane operacji wycięcia niektórych lub wszystkich tych narządów. Ponieważ rak piersi jest o wiele częstszy niż trzonu, jajnika czy szyjki, statystyczny Polak nie zna tego znaczenia określenia ‘syrenka’. Wyjaśnię więc jeszcze raz, jasno i zwięźle. Syrenka to osoba, której wycięto część lub całość genitaliów, zwykle na skutek nowotworu złośliwego. Przez raka szyjki macicy i przerzuty, które utworzył, usunięto mi macicę, górną część pochwy, jajniki i jajowody. Jestem zatem pełnoprawną co używać tego określenia? To zaskakująco proste – fajniej być jak mitologiczna postać niż jak ktoś, kto, wedle panującego w społeczeństwie stereotypu, czeka na przedwczesną śmierć. Nie udajemy, że choroby nie ma. Kompletnie nie o to chodzi. W pełni zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji i pewnie nazywamy rzeczy po imieniu. Nazywanie się syrenką bardzo się jednak przydaje. Przerzuca most pomiędzy dotychczasową normalnością a doświadczeniem choroby i leczenia. Skraca dystans, upraszcza myśli. Dodaje baśniowy pierwiastek. Oswaja. Zaprasza również do dziwacznego lecz pociągającego dialogu o byciu wyróżnioną. Przede wszystkim jednak umożliwia określenie grupy nas, chorych na nowotwory ginekologiczne w obrębie genitaliów. Grupy, która stara się trzymać razem. To my. projekt „To się nie zdarza” wypłynął na szerokie wody, napisała do mnie kobieta. Spytała, czy wiem o istnieniu facebookowej grupy wsparcia o nazwie „Syrenki na gigancie”. Tego dnia, zgodnie z panującą w grupie zasadą, przesłałam administracji informacje o sobie i swojej diagnozie. To umożliwiło weryfikację (do grupy wstęp mają tylko osoby z rakiem w obrębie genitaliów) oraz napisanie posta przedstawiającego nową osobę, czyli mnie. Taki post to okazja do tego, by zostać powitaną przez wszystkie syrenki i poczuć się jak w domu. Zaskoczyła mnie ta życzliwość. Dwieście chorych kobiet. Różne rozpoznania, różne stadia, różne rokowania. Intymne tematy. Pytania wprost. Szczere odpowiedzi. Żarty. Łzy. Cały wieczór w emocjach przewijałam posty i komentarze, nie dowierzając, że trafiłam do kopalni wiedzy, morza wsparcia, kaskady doświadczeń i tłumu osób, z jednej strony, tak różnych, a, z drugiej strony, tak podobnych. Dziś jest nas ponad pięćset, atmosfera jest jednak wciąż tak samo magiczna. Grupa jest inicjatywą oddolną – nie prowadzi nas żadna fundacja czy jednostka komercyjna. Organizujemy się same – administratorkami są jedne z nas. Nigdy nie ma przepychanek, złośliwości, kłótni, wbijania szpilek. Serio, to jest możliwe, ba, działa bez posty pojawiają się w „Syrenkach na gigancie”? Najróżniejsze. Jak się domyślasz, najczęstsze są pytania związane z rakiem i jego leczeniem. Rozmawiamy o diagnozach, terapiach, ośrodkach medycznych, lekach. Edukujemy się wzajemnie, wybierając najefektywniejsze drogi zdrowienia oraz unikając groźnej medycyny alternatywnej. Co rusz pojawiają się też wątki, dotyczące diety w chorobie nowotworowe czy psychoonkologii. Donosimy sobie o badaniach klinicznych, przełomowych publikacjach medycznych, ciekawych akcjach fundacji onkologicznych oraz internetowych pogadankach ze specjalistami. Nie boimy pytać o seks lub prosić o wsparcie w gorszych momentach. Cały czas pojawiają się posty z wynikami badań obrazowych i markerów. Pod każdym takim postem dziesiątki komentarzy: albo kipiących radością i naklejkami z otwieranym szampanem, albo pełnych wsparcia oraz zachęt do trwania w nadziei. Mamy miejsce na memy, kącik kulinarny, a także plik z listą lekarek i lekarzy, których polecamy w konkretnych miastach. Jesteśmy bardzo aktywne – grupa jest dynamiczna, chętnie odpowiada, wkleja linki i zdjęcia, dzieli się przemyśleniami. Co jakiś czas pojawia się jednak ten zły post… „Mam na imię Joanna. Jestem siostrą Kasi. Pozwalam sobie napisać z jej konta, bo wiem, jak ważna była dla niej Wasza grupa. Kasia odeszła dziś w nocy”. Albo „Dziewczyny, Agnieszka zmarła rano. Dzwonił do mnie Marcin, jej mąż”. Lub zwiastujący najgorsze dialog: „Syrenki, wiecie może, co z Eweliną?” – „Jest bardzo źle, już w ogóle nie wstaje”. Na początku śmierci syrenek przerażały mnie, gdyż bez ogródek docierało do mnie, że rak to nie przelewki. Że jestem śmiertelnie chora. I mogę umrzeć. Trzęsącą dłonią przewijałam historię postów, by przyrównać historię choroby zmarłej do własnej – „jeśli miała takiego raka, jak ja, to mam przerąbane, oby zaczynała z diagnozą wyższego stadium, błagam”, podpowiadał przerażony mózg. Wiem, to nieco chore, jednak w panice wręcz automatyczne. Teraz, po dwóch latach w grupie, wyhamowałam nieco tę paranoję, jednak doszło coś jeszcze – odchodzące kobiety to często osoby, z którymi kilkukrotnie siedziałam przy stole w restauracji lub dziesiątki razy rozmawiałam do późnych godzin wieczornych na komunikatorze. Żegnam zatem już nie facebookowe profile, lecz swoje najprawdziwsze koleżanki. W grupie „Syrenki na gigancie” jest jeszcze zakładka „Wydarzenia”. Tam pojawiają się informacje o zamkniętych imprezach, które organizujemy własnym sumptem. Czasem to szybki, spontaniczny wypad na obiad, innym razem – pieczołowicie zaplanowane, małe wakacje, jak te w ostatni weekend. Hotel wśród lasów. Siedemnaście syrenek i jedna nasza przyjaciółka – siostra syrenki, która odeszła w grudniu. Długie rozmowy przy śniadaniach i obiadach. Wyjścia na kawę przy rynku. Kąpiele w basenie. Noce pełne śmiechów, wzruszeń i kolorowych drinków. Niekończące się żarty z raka i wszystkiego innego. Wymieniłyśmy się też tym, w czym jesteśmy dobre: ja poprowadziłam warsztaty arteterapeutyczne, inna syrenka, fizjoterapeutka, pokazała nam ćwiczenia na mięśnie dna miednicy, kolejna kobieta zrobiła nam wszystkim hennę brwi. Dowiedziałam się, na czym polega żeglowanie. Poznałam sposoby na takie podróżowanie. Podejrzałam szydełkowanie. Były też tajniki prowadzonych przeze mnie warsztatów arteterapeutycznychNie chodziło o to, by zapomnieć, nie myśleć, zająć się czymś innym. W grupie, w której połowa osób nie ma włosów, byłoby to niemożliwe. Celem wyjazdu było przebywanie w nowej normalności – uniknięcie widoku wielkich oczu, gdy ściąga się perukę lub kiedy z tematu koloru drinka w dwóch krótkich susach przechodzi się do żartów na temat kroplówek i portów żylnych. Nasz świat to też brak narzekań, a także umiejętność cieszenia się z małych rzeczy – codzienne problemy łatwo bledną bowiem w kontraście z tym, co mamy w dokumentacji medycznej. Bardzo interesującym tematem są panujące między nami relacje. Bez mrugnięcia okiem określamy je mianem przyjaźni. To niesamowite, gdyż jesteśmy kompletnie różne – teoretycznie, łączy nas tylko choroba. Na „Syrenkach na gigancie” oraz wyjazdach takich jak ten ostatni szybko się jednak okazuje, że współdzielimy zaskakująco wiele myśli, doświadczeń, spostrzeżeń, poglądów i marzeń. Łakniemy kontaktu ze sobą. Tęsknimy za sobą. Grupę traktujemy monolitycznie – wiadomo, niektóre syrenki nawiązują bliższe relacje, jednak nie powstają partyzanckie zespoły. Nikt nie czuje się wykluczony. Każde „szkoda, że nie mogę być tam z wami” kwitowane jest słodkim „przecież jesteś”. Nasi bliscy znają specyfikę grupy – partnerzy i rodziny znają lub chociaż kojarzą konkretne syrenki. Podczas syrenkowych spotkań uwielbiamy śmiać się z tego, jak to mężowie, partnerzy, córki, synowie i przyjaciółki-nie-syrenki żartobliwie komentują zbliżające się spędy: „no to tracę cię na weekend, ty i te twoje syrenki, co wy tam robicie, wolę nie wiedzieć”. Funkcjonowanie oddolnej grupy wsparcia jest specyficzne – z jednej strony czułe przytulanie oraz dobry humor, z drugiej, ciągłe trzymanie tematu raka na tapecie, styczność ze śmiercią, co rusz wybuchające emocje tuż po diagnozie kolejnej dołączającej osoby – to przypomina najtrudniejsze chwile. Nowa normalność i przyjaźnie są jednak warte tak wiele, że gorzką pigułkę da się przełknąć. Poza tym, o raku i tak się nie zapomina. Już nigdy. Zabrzmi to dziwnie, ale jestem dumna z bycia syrenką. Powtórzę: jeśli rak nie wróci, to jest on najlepszym, co mnie spotkało. Jedną z głównych podstaw tego przekonania jest grupa „Syrenki na gigancie”. Mam syrenkowe notesy, pędzle do makijażu, koszulkę, kosmetyczkę, a nawet koc w kształcie syreniego ogona. Część z tych gadżetów dostałam od bliskich. Sądzę, że wiedzą oni, jak ważne jest dla mnie przebywanie wśród syrenek. Że czują, że choćby ofiarowali mi całe wsparcie, jakie są w stanie z siebie wykrzesać, nie dadzą mi tego, co inne kobiety z rakiem ginekologicznym. Okazuje się, że syrenki istnieją nie tylko w mitologii, że to nie tylko efemeryczne postaci, znikające wśród morskich fal, nim zdążymy im się przyjrzeć. Syrenki mogą też pływać w basenie pod Krakowem. Mogą pić kolorowe drinki, osłaniając łysą głowę słomkowym kapeluszem. Mogą żyć z dystansem oraz nadzieją, śmiać się do rozpuku i w stroju kąpielowym pozować do fotografii z przyjaciółkami. Dziękuję, że mogę nazywać Was przyjaciółkami, się do newslettera(i bądź ze mną na bieżąco)
fot. Dziecko cierpi, a rodzic nie może nic zrobić. Taka bezsilność jest najgorsza. Nikt nie chciałby się dowiedzieć, jak to jest i nikt nie chciałby żyć w świadomości, że jego chore dziecko niedługo umrze. Nie ma chyba większego bólu dla rodzica. Niestety mama i tata małej Jessiki byli na niego skazani. W niedzielę 20 listopada wszystko się zmieniło. Dziewczynka odeszła. Jej tata napisał na portalu społecznościowym: Czuję zarówno smutek, jaki i ulgę, informując Was, że dziś o 7. nad ranem Jessika odnalazła wreszcie spokój. Już nie cierpi, nie czuje bólu, który ograniczał jej ciało. Teraz mojej księżniczce urosły skrzydła anioła i jest ze swoimi przyjaciółmi i bliskimi. Z góry będzie patrzyła na swojego młodszego brata i na nas, aż do dnia, w którym wszyscy razem znów się spotkamy. Powiedziałem jej, jak bardzo ją kocham. Powiedziałem także, że będzie dla niej lepiej, jak zamknie oczy i pójdzie spać, pocałowałem ją w czoło i usta. To wyglądało tak, jakby właśnie tego potrzebowała, by odnaleźć pocieszenie. To była córeczka tatusia od samego początku do samego końca. Zobacz też niezwykły świat dziecka z autyzmem zaklęty w zdjęciach! Źródło: Facebook 4-letnia dziewczynka o imieniu Jessica chorowała na nowotwór. To był nerwiak zarodkowy – jeden z najczęściej występujących u dzieci nowotworów współczulnego układu nerwowego. Jego przyczyną są zaburzenia, które powstają już w okresie zarodkowym, gdy kształtuje się układ nerwowy. Fot.: guz może rozwinąć się wszędzie, bo elementy układu współczulnego znajdują się praktycznie na całym ciele. Objawia się bardzo różnie. Wszystko zależy od tego, gdzie będzie się znajdował. Dziecko może wymiotować, nie mieć apetytu, mieć bóle brzucha, obniżenie napięcia mięśniowego, opadniętą powiekę, duszność, kaszel i inne. Fot. U Jessiki rak był zdiagnozowany za późno, bo już w czwartym stadium. Lekarze dawali jej tylko kilka miesięcy życia. Rodzice nie chcieli tracić czasu na bezsensowne leczenie, dlatego je przerwali. Marzyli, by te ostatnie chwile spędzić z córeczką jak najintensywniej i cieszyć się z nią tym czasem, który im został. Cieszyli się sobą do niedzieli 20 listopada. Chciałbym podziękować wszystkim, którzy byli częścią tej podróży. A także prosić o to, żeby uszanować prywatność naszą i naszej rodziny po stracie naszej pięknej księżniczki - napisał na portalu społecznościowym jej tata. Poznaj historię Stasia, który przyjął chemię, gdy miał zaledwie 14 dni. Możesz mu pomóc, jeśli chcesz.
NOWOTWÓR (wklejam przyjacielską notkę), A OPTYMISTYCZNA ENERGIA DLA KOMÓREK NERWOWYCH NASZEGO MÓZGU. CHOROBY CZŁOWIEKA W XXI WIEKU. ODŻYWIANIE/INFO. (BIOLOGICZNA POMOC !). *CHLEB ANTYMIAŻDŻYCOWY-IRL, JEST W CHWILI OBECNEJ NAJBARDZIEJ WARTOŚCIOWYM PRODUKTEM ŻYWIENIOWYM DLA CZŁOWIEKA NA PLANECIE ZIEMIA:80% ENERGII (niskie węglowodany), antyotyłościowy (bardzo syci), antycukrzycowy (poziom cukru do 26% wzrostu). W całych swoich dziejach LUDZKOŚĆ (7 MLD), nie stworzyła dotąd tak wartościowego i biologicznie wzorcowego PRODUKTU ŻYWIENIOWEGO. CHLEB ANTYMIAŻDŻYCOWY-IRL, MOŻNA PAKOWAĆ PRÓŻNIOWO:Np. po 3 szt. jest on wówczas przydatny do spożycia przez PONAD 1 ROK. Energia biologiczna tj. 80% ENERGII (niskie węglowodany), na tzw. TRASY, wycieczki, dalekie wyjazdy czyli: LOGICZNA, ZDROWOTNA KONIECZNOŚĆ. Również AKCJE POMOCY HUMANITARNEJ. OKRUSZKI ! DLA DZIECI, DLA SPORTOWCÓW, CHORYCH (SZPITAL), OSÓB STARSZYCH (DODAJEMY DO WSZELKICH POSIŁKÓW):Każdy CHLEB wg opracowań IRL KRAKÓW tj. upieczone MINI CHLEBKI, mielimy (mikser) uzyskując tzw. OKRUSZKI czyli produkt biologicznie wzorcowy w praktycznej do spożycia formie. Rozdrobniony chleb jest naturalnym źródłem ENERGII dla człowieka i powinien stanowić podstawowy składnik każdego posiłku/24h. Nasz organizm pozyskuje o 30% więcej energii, niż po spożyciu ugotowanego ryżu, co stanowi zwiększenie energetycznych możliwości życiowych dla wszystkich komórek, a w szczególności komórek nerwowych naszego mózgu. Układ immunologiczny otrzymuje dodatkową energię do walki z bakteriami, wirusami, także z komórkami nowotworowymi wzmacniając szanse obronne organizmu (dużo większa energia dla białych krwinek układu odpornościowego). PRZEPIS ten, jest zamieszczony na stronie internetowej; * Skrót adresu strony w Internecie_______: INSTYTUTIRLADRES_______: [LINK] VERSION: [LINK]Biologia, medycyna.
to pewnie Ola jej ostatni rok [LINK]TEKST:Prawdziwa miłość połączyła ich walczyli do końca, choć brakło siłOna nie chciała by każdego dniamusiał patrzeć jak upada takpomyśl jaki to był dla nich bólwiedząc, że w końcu odejdzie znówwiedząc, że w końcu nadejdzie czasże wezwie ją do góry, że odejdzie w dal...Noc ona sama siedzi znów,przypomina sobie chwile w których jużnie przeżyje nigdy więcej drugi raz,za szybko ściga ją ten czasplanowali, że przez życie razem będą iśćlecz Bóg inaczej rozplanował inadchodzi dzień wizyty w którym dowie się,czy jej plany miały zmienić biegOn cały dzień przy niej byłwciąż ocierał jej łzy gdy w końcu potwierdziło się,że przez raka miała skończyć życie swenie odstępował jej na krok chciał być przy niej cały rok,w którym tyle miało zmienić sięjuż nigdy nie będzie tak samo nie... miłość połączyła ichWalczyli do końca, chociaż brakło siłOna nie chciała by każdego dniaMusiał patrzeć jak upada takPomyśl jaki to był dla nich bólWiedząc, że w końcu odejdzie znówWiedząc, że w końcu nadejdzie czasże wezwie ją do góry, że odejdzie w dal...Dalej zegar bił, a poprawy brakJej ciało z dnia na dzień straciło blaskmimo, że organizm walczył cały czasOna była jedną z najszczęśliwszych gwiazdOn całe dnie spędzał obok niejz zapartym tchem paczył w oczy jejnieważne, że kończył jej się czasdopóki byli razem, mogli radę daćmijały dni, gorzej z niązbliżamy się do końca choć...wie, że z życiem musi żegnać sięodchodzi szczęśliwa, bo on przy niej jest Uczucie pomogło jej pokonać strach, walczyć takOn pod koniec pocałował ją i szepnął do jej ucha: Zawsze razem, mimo to... miłość połączyła ichwalczyli do końca, choć brakło sił,ona nie chciała by każdego dnia musiał patrzeć jak upada takpomyśl jaki to był dla nich bólwiedząc, że w końcu odejdzie znówwiedząc, że w końcu nadejdzie czasże wezwie ją do góry, że odejdzie w dal x2
blog dziewczyn chorych na raka